15
lis

Sodomiada 2009

13-15 listopada 2009

Sodomiada 2009 – jednym słowem – SUPER. Zmuszę się po 31 godzinach jazdy w terenie i coś więcej napiszę. Wybraliśmy się ekipą składającą się z trzech załóg. Wolv (który na czas Sodomiady okrzyknięty został Bunią :) ) z Rybą Vitarą, Naczkowie (Michał i Ania) + pilot Cherman – Vitarą oraz Mały Kloss z Martą i pilotem Cezarym (Gorzki) również Vitarą. Wyjechaliśmy w czwartek z Gdańska. O 19.30 stawiliśmy się w bazie rajdu (ośrodek w Orkuszu). O 7.00 (w piątek) obudził nas Michał zdaniem „no ale kibelki są czyściutkie” – po tych słowach następne 20 minut spędziłem właśnie na jednym z tych czyściutkich kibelków, więc nie opisze co się działo w domku, ale mogę napisać co ja robiłem :) (postanowiłem Wam tego oszczędzić). Po śniadaniu ustawiliśmy swe wyszpejowane :) fury i czekaliśmy na odprawę. Po odprawie się zaczęło. Szaleńcza pogoń w celu uzyskania przewagi i bycia przy pieczątce jako pierwsza załoga. W tym wyścigu zaginął nam czarny koń imprezy a w sumie cała załoga Naczkinsonki + Cherman. Jak się okazało jechali w parze z Adamem (Samurai) którego poznali na imprezie w Bornym Sulinowie. Zaczęliśmy od trasy Kwidzyńskiej. Do pieczątki czerwono, biało, czarna Vitara dojechała jako druga a Bunia jako trzeci. Poszło szybko i jazda dalej. Niestety przy drugiej pieczątce Bunia pomagał nam wyjechać a inni wbijali się tworząc nie wiadomo co (gorączka złota) Kolo w Patrolu myślał że ma duże koła i objedzie dwie Vitary bokiem finał był taki , że i te dwie Vitary i jeszcze kilka innych samochodów zdobyło pieczątkę i poszło.. dalej a on tam siedział. Po tej akcji spadliśmy troszkę w kolejności ale to było do przewidzenia (z naszym prześwitem). W tym momencie postanowiliśmy delikatnie sfolgować i oszczędzać sprzęt tak aby w tym roku ukończyć Sodomiadę. Jak się później okazało był to trafny wybór. Po którejś z kolejnych pieczątek mijaliśmy auta i zciśnieniowane załogi w amoku jaki powoduje walka w błocie, niestety te załogi nie brały już udziału w imprezie :( . Pierwszą z czterech pętli skończyliśmy dopiero o 23.00 i odczuwaliśmy już zmęczenie po kilku spektakularnych akcjach Buni np. zrzucenie opony podczas próby wyjazdu z rowu – na szczęście był to najdłuższy odcinek. a my mieliśmy go za sobą. Pojechaliśmy na stację do Prabut i tam dołączyła do nas Marta. Uzupełniliśmy paliwo umyliśmy w najpotrzebniejszych miejscach samochody i wio dalej na „Trzciano”. Po 3 godzinach ruszyliśmy na „Dzierzgońską” w nocy szło wolniej. Brak snu dawał o sobie znać ale daliśmy radę i o 8.10 byliśmy gotowi do walki na „Kisielickiej”. Pierwsza pieczątka windą w dół a Bunia do góry i po strachu. Potem oczom ukazał się…. no właśnie co się ukazało ?- jedno wielkie bagno. Przeprawa na drugi brzeg i odpuszczona pieczątka i kolejne bagno i tak cały czas :( niestety. Mimo szczerych chęci na walkę, nasze bzyczki z elektrykami na malutkich kółkach nie dawały rady (łudziliśmy się że inne pieczątki będą lżejsze ale niestety) Po kilku bagnach nasi piloci zmusili nas do zdobycia kilku pieczątek w tych rozlewiskach. nie było łatwo. Na jednej pieczątce spędziliśmy 1,5 godziny. Kisielickiej nie dojechaliśmy do końca :( . Może dzięki temu wróciliśmy do Orkusza i do domu na kołach.

Coś o stratach :

Bunia – hamulce przód i tył, coś się w windzie w połowie Kisielickiej zaczęło dziać, reszta nie znana

Mały – klamka, kawałek lusterka, reszta jeszcze nie znana.

Naczkinson – kupę fajnej zabawy wracając do domu w sobotę po utracie łożyska :(

Ostatecznie :

10 miejsce Mały, Gorzki, Marta (Suzuki Vitara)

11. miejsce Bunia i Ryba (Suzuki Vitara)

16. miejsce CBX z Itą (Suzuki Samurai)

18. miejsce Naczkinson, Cherman i Ania (Suzuki Vitara)


Da się bawić seryjnymi Vitarami ? Daaaaaaaaa !

Sumując : impreza rewelacyjna dla każdego coś było mimo przewagi bagien. Dużo wody ale wracaliśmy do domu z uśmiechami na mordach. POLECAMY !!!

Inni powinni się skupić na robieniu takich tras i takiej organizacji a nie tylko liczyć kasę !

Pozdrawiamy organizatorów SODOMIADY !

Kilka fotek – mało bo nie mieliśmy czasu.

Add reply

*